| „Every last Thursday” to cykl spotkan organizowanych przez grupe Polish deConstruction, które sluza nawiazywaniu blizszych kontaktów przez ludzi zajmujacych sie sztuka, lub jej promocja. Pierwszy wieczór odbyl sie 30 kwietnia w barze Bedroom na Shoreditch, a gosciem specjalnym byl Zbigniew Colbecki, znany na miescie i facebooku jako Ziggy Dust. W lipcu ubieglego roku londynskie bulwarówki zainteresowaly sie tajemniczym tancerzem, który swiecil triumfy na You Tubie. Pojawily sie artykuly, grupa fanów na facebooku, przez moment bylo o nim glosno. – Kiedy widzialem moich kolegów z pracy, którzy co rano z totalnym dolem zabierali sie do zamiatania, to myslalem, ze ja tak po prostu nie chce podchodzic do tej roboty. Sluchalem wiec muzyki i tanczylem, podobalo sie to ludziom na ulicy, smiali sie, czulem sie po prostu lepiej tanczac ze swoim cieniem odbijajacym sie w sklepowych wystawach – wspomina Zbyszek. – Potem, kiedy pare gazet o mnie napisalo, dziewczyna, która nagrala mój taniec i potem wrzucila to nagranie na You Tube, dobila targu z Daily Mailem, który je od niej kupil. Nawet nie widzialem kontraktu, ale czesc pieniedzy od niej otrzymalem. Musialem jednak z Londynu uciekac. Nagle zainteresowali sie mna rasisci. Jakis skrajny, bandycki odlam. Zaczela sie wokól mnie budowac paranoja. Na koszach, które staly na mojej ulicy, pojawily sie tasmy z rasistowskimi nalepkami, to samo na przystanku, gdzie mieszkalem. Zglaszalem to na policje, ale póki nic konkretnego sie nie stalo, w zaden sposób nie mogli mi pomóc. Wreszcie któregos dnia przed moim domem stal samochód, w którym siedzialo trzech kolesi w typowych maskach, jakie znam z filmów. Obszedlem ich bocznymi uliczkami, ale to juz nie bylo zycie. Balem sie pracowac, chowalem sie, wreszcie po jakiejs kolejnej tego typu akcji, spakowalem plecak, pojechalem na Victorie i mialem szczescie, bo akurat ktos nie przyszedl i bylo wolne miejsce w autobusie do Polski. Po prostu wyjechalem – opowiada. | |
Czwartkowe spotkania maja byc platforma wymiany pomyslów i inspiracji oraz przyjazni. – Dostajemy mnóstwo maili z pytaniami o organizacje wystawy, promocje zespolu czy znalezienie instytucji, która pomoze sfinansowac jakis artystyczny projekt. Wymyslilysmy wiec te czwartkowe spotkania, aby sluzyly wymianie informacji i kontaktów przez ludzi, którzy zaczynaja w Londynie szukac mozliwosci prezentacji z tymi, którym juz sie to udalo – mówi Agnieszka Mlicka z Polish deConstruction. – Osoby, które zajrzaly na nasza strone internetowa, a potem zaczely regularnie przychodzic na nasze imprezy, przede wszystkim podkreslaja fakt, ze dzieki PdC udalo im sie poznac Polaków, z którymi moga dzielic swoje zainteresowania, nawiazac bliski kontakt, zaprzyjaznic sie. Okazuje sie, ze to bardzo wazny i potrzebny element naszej dzialalnosci. Te spotkania organizujemy po to, by kazdy, kto nie wie jak zaczac, czuje sie osamotniony, mógl odnalezc ludzi, którzy moze mu pomoga, powiedza, jak sami zaczynali, doradza, a moze nawiaza wspólprace – kontynuuje Agnieszka. Elzbieta Sobolewska |
|